środa, 27 marca 2013
prologue.
Był wieczór. Siedziałam w biurze i przeglądałam dokumenty. Głowa bolała mnie jak nigdy wcześniej, ale wiedziałam, że nikt za mnie nie zrobi papierkowej roboty. W końcu nie każdy ma najlepsze studio nagraniowe w całej Anglii. Szczerze powiedziawszy nigdy nie spodziewałam się, że w życiu dorobię się aż tylu. Miałam dopiero nieskończone 24 lata, a byłam bogatsza niż niejedna gwiazda. Próżność jednak nigdy nie była moją wadą.
Cały swój wolny czas od dobrych tygodni obserwowałam najlepiej sprzedający się zespół - One Direction. Dopiero co skończyła im się trasa koncertowa, mieli ostatnie dni wolne, ale później kontrakt zakazywał im brać się do pracy.
Tutaj zaczynała się moja rola. Chciałam żeby nagrywali u mnie w studiu. Oczywiście, wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Nie jestem również hipokrytką.
Wysłałam do ich menadżera wszystkie potrzebne papiery i od tygodnia czekałam na odpowiedź.
Zdawałam sobie sprawę, że tylko z tego powodu codziennie zostawałam po godzinach, by przeglądać pocztę.
No i w końcu się doczekałam. List był krótki, ale liczyło się samo potwierdzenie.
Droga Vanesso, Twoje zaproszenie było dla nas ogromnym zaskoczeniem. Odpowiedź jest oczywiście pozytywna. Wszystkie ważne kwestie omówimy przy spotkaniu. Chłopcy zostali o wszystkim poinformowali. Do Doncasteru przybędziemy za osiem dni, do zobaczenia.
Spojrzałam w kalendarz. List został wysłany siedem dni temu.
Jutro wszystko się rozstrzygnie - przeszło mi przez głowę i uśmiechnęłam się do siebie ponuro.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz